- Moja cudowna maszyna do szycia najpierw, po widowiskowym zepsuciu się, sama z siebie zaczęła działać, po czym wypadło z niej takie metalowe, półcentymetrowe cuś i przestała robić w ogóle cokolwiek. Drogi mój rodziciel, który dokłada wszystkich możliwych starań żeby szycie nie dołączyło do kolekcji moich rozlicznych chwilowych hobby, zawlókł maszynę do naprawy w przybytku maszyn wszelakich i tyle ją widziałam.
- Ten sam rodziciel nabył czterdziestocalowe cudo techniki, nowy telewizor, stary natomiast wspaniałomyślnie postanowił oddać mi, co z jednej strony jest źródłem mojej nieustającej radości, a z drugiej skłania mnie ku refleksji, że, kurde, nie przepadam za intensywnym poruszaniem się, ale żebym nie mogła się przejść po własnym pokoju to już chyba przesada, prawda?
- Topole zaczęły pylić na dobre, w związku z czym ja zaczęłam coroczny maraton smarkania, kichania, łzawienia, kaszlenia i modlenia się do wszystkich bogów i herosów na przemian o: odebranie mi kataru i zastąpienia choćby bólem gardła, oraz odebranie bólu gardła i zastąpienie choćby katarem.
- Cały długi weekend spędziłam w łóżku, utrzymując, że umieram na przewlekłą alergię, i czytając miliardowy raz Musierowicz. Bilansik: 9 tomów w 7 dni, ale dzielnie brnę dalej!
- Znalazłam sobie ambitne hobby, jakim jest malowanie paznokci na wszystkie możliwe kolory. Dzisiaj nawet śniło mi się, że Inglot wypuścił serię lakierów w kolorach łusek ryb z Australijskiej rafy koralowej. Hmmm...
- Do mojej szkółki kochanej przyjechała delegacja z Holandii. Każde z nas dostało własnego Holendra do opiekowania się nim przez dwie godziny (zabrzmiało jak opis Tamagotchi) oraz polecenie podzielenia się na czwórki i oprowadzenia miłych gości po rynku. Nasze Holenderki najlepiej zapamiętały historyjkę o dwóch braciach, co to jeden zadźgał drugiego a potem rzucił się z wieży Mariackiej - fakt, że wcześniej tę wieżę wybudowali i nawet drugą dorzucili, zbyły milczeniem, zainteresował je natomiast kościół św. Wojciecha i jego tajemnicze zapadnięcie się. Na widok "Spętanego Erosa" pod ratuszem (swoją droga, w życiu bym nie wpadła, że to Eros) zapytały domyślnie, czy to jeden z braci?
- Znalazłam na klatce schodowej czarno-białą kotkę i obeszłam pół bloku, pukając od drzwi do drzwi i szukając właściciela. Ale warto było, w samą porę dowiedziałam się, ilu sympatycznych i pomocnych ludzi na około - już planowałam zgorzknieć, ufarbować się na czarno i zostać mroczną gotką. Właścicielkę też znalazłam, jak tak sobie myślę, ile ciekawych rzeczy w tym roku znalazłam to kurde, serce rośnie!
- Po raz pierwszy wyszłam na dłużej w swoich pięknych gladiatorskich sandałach, które prawie ucięły mi piętę, które musiałam ściągnąć idąc od autobusu do domu i dzięki którym w dalszym ciągu nie mogę domyć prawej stopy.
- Zdałam sobie sprawę, że muszę składać papieru do liceów, a wciąż nie wiem, do jakiego chcę iść, poza dwójką, do której się nie dostanę. Chcę tylko miłego, przyjaznego dla antytalentów ścisłych liceum z francuskim, czy to tak dużo?
No dobra, ciemno się robi w skryptorium (ach, ten Adso...), a ja jestem głodna jak cholera, miłego dnia wszystkim życzę!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
3 komentarze:
Jej, jak ja lubię Cię czytać :D
Cholera, Anio, to ja chciałam dać ten pierwszy, dziewiczy komentarz! Niech Cię...
Dulcyneo, mam nadzieję, że nowy środek mózgowy (ten, który uaktywnił się po przeczytaniu Bridget Jones ósmy raz ;) będzie pracował na zwiększonych obrotach. Prosimy dużo i często :)
Tak, tak , Dulcyneo! Uwielbiam Twój styl!;]
A książki Musierowicz kocham (taaak mam nawet jej autograf w książce :"brulion Bebe B." , którą notabene, przeczytałam z milion razy) w ogóle jestem oficjalną maniaczką serii "jeżycjadowej".
Oraz planuję, od pięciu lat(chyba), wybrać się do Poznania.
Prześlij komentarz