środa, 28 maja 2008

Podczas ostatniego tygodnia:

- Moja cudowna maszyna do szycia najpierw, po widowiskowym zepsuciu się, sama z siebie zaczęła działać, po czym wypadło z niej takie metalowe, półcentymetrowe cuś i przestała robić w ogóle cokolwiek. Drogi mój rodziciel, który dokłada wszystkich możliwych starań żeby szycie nie dołączyło do kolekcji moich rozlicznych chwilowych hobby, zawlókł maszynę do naprawy w przybytku maszyn wszelakich i tyle ją widziałam.
- Ten sam rodziciel nabył czterdziestocalowe cudo techniki, nowy telewizor, stary natomiast wspaniałomyślnie postanowił oddać mi, co z jednej strony jest źródłem mojej nieustającej radości, a z drugiej skłania mnie ku refleksji, że, kurde, nie przepadam za intensywnym poruszaniem się, ale żebym nie mogła się przejść po własnym pokoju to już chyba przesada, prawda?
- Topole zaczęły pylić na dobre, w związku z czym ja zaczęłam coroczny maraton smarkania, kichania, łzawienia, kaszlenia i modlenia się do wszystkich bogów i herosów na przemian o: odebranie mi kataru i zastąpienia choćby bólem gardła, oraz odebranie bólu gardła i zastąpienie choćby katarem.
- Cały długi weekend spędziłam w łóżku, utrzymując, że umieram na przewlekłą alergię, i czytając miliardowy raz Musierowicz. Bilansik: 9 tomów w 7 dni, ale dzielnie brnę dalej!
- Znalazłam sobie ambitne hobby, jakim jest malowanie paznokci na wszystkie możliwe kolory. Dzisiaj nawet śniło mi się, że Inglot wypuścił serię lakierów w kolorach łusek ryb z Australijskiej rafy koralowej. Hmmm...
- Do mojej szkółki kochanej przyjechała delegacja z Holandii. Każde z nas dostało własnego Holendra do opiekowania się nim przez dwie godziny (zabrzmiało jak opis Tamagotchi) oraz polecenie podzielenia się na czwórki i oprowadzenia miłych gości po rynku. Nasze Holenderki najlepiej zapamiętały historyjkę o dwóch braciach, co to jeden zadźgał drugiego a potem rzucił się z wieży Mariackiej - fakt, że wcześniej tę wieżę wybudowali i nawet drugą dorzucili, zbyły milczeniem, zainteresował je natomiast kościół św. Wojciecha i jego tajemnicze zapadnięcie się. Na widok "Spętanego Erosa" pod ratuszem (swoją droga, w życiu bym nie wpadła, że to Eros) zapytały domyślnie, czy to jeden z braci?
- Znalazłam na klatce schodowej czarno-białą kotkę i obeszłam pół bloku, pukając od drzwi do drzwi i szukając właściciela. Ale warto było, w samą porę dowiedziałam się, ilu sympatycznych i pomocnych ludzi na około - już planowałam zgorzknieć, ufarbować się na czarno i zostać mroczną gotką. Właścicielkę też znalazłam, jak tak sobie myślę, ile ciekawych rzeczy w tym roku znalazłam to kurde, serce rośnie!
- Po raz pierwszy wyszłam na dłużej w swoich pięknych gladiatorskich sandałach, które prawie ucięły mi piętę, które musiałam ściągnąć idąc od autobusu do domu i dzięki którym w dalszym ciągu nie mogę domyć prawej stopy.
- Zdałam sobie sprawę, że muszę składać papieru do liceów, a wciąż nie wiem, do jakiego chcę iść, poza dwójką, do której się nie dostanę. Chcę tylko miłego, przyjaznego dla antytalentów ścisłych liceum z francuskim, czy to tak dużo?
No dobra, ciemno się robi w skryptorium (ach, ten Adso...), a ja jestem głodna jak cholera, miłego dnia wszystkim życzę!

3 komentarze:

anio pisze...

Jej, jak ja lubię Cię czytać :D

Ryfka pisze...

Cholera, Anio, to ja chciałam dać ten pierwszy, dziewiczy komentarz! Niech Cię...
Dulcyneo, mam nadzieję, że nowy środek mózgowy (ten, który uaktywnił się po przeczytaniu Bridget Jones ósmy raz ;) będzie pracował na zwiększonych obrotach. Prosimy dużo i często :)

Babsztylove pisze...

Tak, tak , Dulcyneo! Uwielbiam Twój styl!;]
A książki Musierowicz kocham (taaak mam nawet jej autograf w książce :"brulion Bebe B." , którą notabene, przeczytałam z milion razy) w ogóle jestem oficjalną maniaczką serii "jeżycjadowej".
Oraz planuję, od pięciu lat(chyba), wybrać się do Poznania.