poniedziałek, 9 czerwca 2008

Norrrmalnie kultura wymiata

Dzisiaj w autobusie stałam sobie spokojne na kole, kiedy wsiadła jakaś para, ona w koszulce ze Snoopym, on z gigantycznymi plackami na policzkach, stanęli obok mnie, on uwiesił się jedną ręką sufitu, drugą przymocował do uchwytu, tak że wyglądał jak krzyżówka ukrzyżowanego Jezusa z ukrzyżowanym szympansem, jego pacha znalazła się w zdecydowanie zbyt bliskim sąsiedztwie mojego nosa (25 stopni, parno jak cholera, godzina 15.00), ona przykleiła się do jego drugiej pachy, i normalnie zaczęli zjadać sobie twarze i fragmenty szyj 20 cm ode mnie! No bardziej seksi się nie da! Kiedy zniesmaczona przeniosłam się parę metrów dalej odskoczyli od siebie jak oparzeni, ustawili się wygodnie na moim miejscu i zaczęli rzeczową konwersację o paznokciach. Paznokciach! Poczułam się tak jakoś dziwacznie.

A w szkole normalnie najęli mnie do robienia witraży z pleksi i samoprzylepnej folii! Przez najbliższy tydzień mamy siedzieć w sali plastycznej i ścibolić obraz dzikiej i tajemniczej dżungli, potem go zlutować ołowiem, dostać ołowicy i postawić go przed szkołą. Czuję się jak Adso albo inny Berengar, ale przynajmniej nikt nie rozmawia do mnie o tasiemcach i oporach zastępczych, no i jest chłodno.

Dobra, piąta jest, obejrzę sobie jeszcze ze dwa Klaudiusze i idę robić zadania z chemii. Może z zadanych 20 chociaż jedno będę w stanie zrobić, ja, która od lekcji organizacyjnej w pierwszej klasie nie nauczyłam wiele poza: 1 bz, 1 np, nie zgłaszać przed lekcją, zawyć "ale ja zgłaszałam!!!" w momencie wyrwania do odpowiedzi.